Na Początek
Na Studiach
Na Luzie
Na Serio
Na Fali
Do Pracy!
Wywiad
Wydarzenia

KARIERA

Warszawa
Wrocław
Kraków
Śląsk
Poznań
Łódź
Szczecin
Gdańsk
Białystok
Kielce
Gliwice
Częstochowa
Toruń
Olsztyn
Opole
Lublin
Bydgoszcz
Rzeszów


ZNAJDŹ
WOLONTARIAT
Szukaj lokum z:
Mieszkania i pokoje do wynajęcia


 Znajdź pracę:

 pracuj.pl - pracujesz jak chcesz!

     Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt
  szukaj


Do szkoły tak, ale w butach

W Tanzanii, we wschodniej Afryce, obowiązuje powszechny, bezpłatny dostęp do edukacji na poziomie podstawowym. Zgodnie z Milenijnymi Celami Rozwoju do 2015 roku wszystkie dzieci na świecie powinny chodzić do szkoły. Zobowiązania państw to jednak nie wszystko. Czasami wystarczy tak banalna rzecz, jak dziura w butach, by afrykańskie dziecko przez kilka tygodni nie chodziło do szkoły.

Morogoro, Tanzania. Leonard wstaje o 6.30 i leniwie idzie w kierunku zbiornika z wodą, gdzie obmywa nogi, buzię, szczotkuje zęby. Wraca do małego, ciasnego pokoju, który dzieli z pięcioma innymi chłopcami. Wkłada swój granatowy mundurek i buty. Jednak podeszwa odpada. Wyłania się z niej stopa 7-letniego ucznia. Zatem nie pójdzie dziś do szkoły. Nie ma innych butów.

Nowy dom

Leonard Dawa i jego dwóch braci (8-letni Frankie i 5-letni Johnny) przed rokiem zostali sierotami. Ich rodzice – najpierw ojciec, potem matka – zmarli na AIDS. Pochodzili z regionu Mwanza, który graniczy z jeziorem Wiktoria (największym jeziorem Afryki). Po śmierci ojca mama zabrała ich do oddalonego o 1000 km Morogoro w poszukiwaniu krewnych. Nie odnalazła ich jednak. Nie było nikogo, kto mógłby zająć się chłopcami. W Tanzanii nie ma sierocińców. Po śmierci rodziców dzieci zostają z dziadkami lub wujkami. Jeśli ich nie mają, lądują na ulicy. Dzieci ulicy to zjawisko powszechne w Afryce Wschodniej. Rodzeństwo Dawa znalazło jednak nowy dom – przygarnęła ich Linda Ngdio, założycielka centrum dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością intelektualną. – Ich mama przyszła do mojego kościoła w poszukiwaniu brata swojego męża. Kościół jej pomagał. Gdy zmarła, nikt nie chciał jednak ich wziąć. Nie było rodziny, która mogłaby przygarnąć trzech chłopców. Powiedziałam im, by przyszli tutaj, do Mehayo – opowiada Linda.Mehayo to organizacja pozarządowa. Prowadzi całodobową opiekę nad czterdziestką dzieci i młodzieży, w większości z niepełnosprawnością umysłową (uszkodzenie mózgu po przebytej malarii, zespół Downa, porażenie mózgowe). Na terenie ośrodka znajduje się ogród, kurnik, młyn. Młodzież pracuje, czuje się potrzebna, a organizacja generuje niewielki zysk. Centrum istnieje od 1995 roku. Od samego początku wspierane jest przez pomoc zagraniczną oraz europejskich wolontariuszy. Tylko dzięki temu Leonard mógł pójść po raz pierwszy do szkoły. Wolontariuszka z Niemiec – 27-letnia Anna Funke zasponsorowała edukację chłopca.

Szkoła podstawowa dla wszystkich

W Tanzanii obowiązuje powszechny, bezpłatny dostęp do edukacji na poziomie podstawowym. Konwencja o Prawach Dziecka zobowiązuje państwa (w tym Tanzanię) do jej zapewnienia. Wciąż jednak 72 miliony dzieci w skali globalnej nie pobiera nauki. Dlatego w ramach ONZ większość państw świata podpisało w 2000 roku Deklarację Milenijną i ogłosiło osiem Milenijnych Celów Rozwoju, które mają być zrealizowane do 2015 roku. Cel 2. to: „Zapewnienie powszechnego nauczania na poziomie podstawowym poprzez zapewnienie wszystkim chłopcom i dziewczętom możliwości ukończenia pełnego cyklu nauki na poziomie podstawowym”. W Tanzanii wskaźnik analfabetyzmu jest bardzo wysoki – 78% młodzieży w wieku 15-24 lat nie potrafi pisać i czytać. W 2000 roku rząd przyjął „Plan Rozwoju Edukacji na Poziomie Podstawowym”, który spowodował, że dziś – w 2009 roku – prawie wszystkie dzieci w Tanzanii rozpoczynają edukację. Nabór to jednak nie wszystko. Ubóstwo powoduje, że duża część uczniów nie jest w stanie kontynuować nauki. – W mojej szkole każdego roku 10 na 150 uczniów przestaje przychodzić na zajęcia – mówi Godwin Kachemu, dyrektor szkoły podstawowej w Mazimbu (dzielnica, w której znajduje się Mehayo), do której uczęszcza Leonard.

Ubóstwo kontra edukacja

W Tanzanii główną przyczyną braku obecności uczniów na zajęciach jest ubóstwo. Mimo ustawowego braku opłat za edukację, wiele rodzin nie może pozwolić sobie na przykład na to, by kupić dziecku mundurek wymagany w szkole. A tanzańska rodzina liczy przynajmniej kilkoro dzieci. W tym kraju prawie połowa populacji nie ukończyła 14. roku życia. Według statystyk ONZ około 90% osób musi przeżyć za mniej niż dwa dolary dziennie. Oznacza to, że pieniądze z domowego budżetu wystarczają jedynie na wyżywienie. Na szkołę dla dzieci już nie wystarcza.

Europejski sponsoring

Na pytanie, czy ktoś wspiera osieroconych braci Dawa finansowo, prezeska Mehayo odpowiada z oburzeniem: – Nikt ich nie wspiera. Nikt. Co więcej, problem polega na tym, że w Tanzanii jest bardzo mało miejsc, które się takimi dziećmi zajmują.

Anna Funke przekazała 80 euro na rozpoczęcie edukacji przez chłopców. Pieniądze pochodzą ze zbiórki, którą zrobiła wśród swoich znajomych i krewnych w Niemczech. – Chłopcy przybyli w tym samy czasie, co ja. W sierpniu 2008. Byli tak bardzo zagubieni. Ja też czułam się zagubiona, w innej kulturze, na innym kontynencie. Od razu złapałam z nimi szczególną więź. Chciałam im pomoc. Ci chłopcy powinni chodzić do szkoły, podobnie jak ich rówieśnicy na całym świecie – mówi Anna. Za pieniądze od wolontariuszki Linda Ngido zakupiła mundurki, opłaciła używanie toalety w szkole oraz owsiankę. Prywatne pieniądze z Niemiec wystarczyły na pierwsze pół roku. Ale co dalej?

Cztery powody, dla których Leonard nie pójdzie dziś do szkoły

Istnieje wiele powodów, dla których Leonard nie może uczestniczyć w zajęciach. Jego ubranie było brudne. Nauczyciel wyrzucił go z zajęć. 7-letni, osierocony Leonard zapomniał dzień wcześniej je wyprać. Jego mundurek jest mokry. W nocy niespodziewanie padało. Drugiego nie ma. Jego opiekunka – mama Linda zapomniała zapłacić za owsiankę. Zanim znajdzie pieniądze na ten obowiązkowy wydatek (40 zł miesięcznie), minie tydzień, może miesiąc. Przez ten czas chłopiec nie będzie chodził do szkoły. Dziś odpadała podeszwa od jego jedynych butów. W klapkach przecież nikt go nie wpuści. Jest godzina 7.30. Leonard wolnym krokiem wraca do swojego pokoju, by przebrać się w „zwykłe” ciuchy. Mija go trójka jego rówieśników – wnuki mamy Lindy. Dzieci ubrane są w czerwone mundurki i z uśmiechem na ustach idą do prywatnego, ekskluzywnego przedszkola „Red House”.

Błędne koło pomocy zagranicznej

By kupić nowe buty dla Leonarda, potrzebny jest kolejny zagraniczny wolontariusz. Tanzania nie jest w stanie zapewnić chłopcu szkolnego wyposażenia. A dla Niemki, Norwega czy Polki to równowartość kilku piw. 26-letnia Lisa Gogolin, tegoroczna wolontariuszka z Niemiec, jest gotowa kupić chłopcu nowe buty. Mama Linda z wdzięcznością przyjmuje ten pomysł, nawet na niego po cichu liczyła. Wydawałoby się, że wszyscy są zadowoleni – Lisa ma poczucie, że pomaga Afryce, mama Linda nie musi się martwić kolejnym problemem w Mehayo, Leonard będzie miał w końcu wygodne buty. Tylko czy takie podejście przyczyni się do trwałego osiągnięcia Milenijnych Celów Rozwoju?

Iwona Frydryszak




  SEMESTR patronuje:








 NEWS

   :: Lipiec
  Brak wydarzeń

 
   :: Sierpień
  Brak wydarzeń

 
   :: Wrzesień
  Brak wydarzeń

 
   :: Październik
  Brak wydarzeń


 DODAJ WYDARZENIE

Login:
Hasło:



Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt