Anonimowo w Internecie?
W tym roku sieć Word Wide Web (WWW) obchodziła 20. rocznicę swojego powstania. Sam Internet powstał w latach 60-tych, jednak kwestie związane z prywatnością czy anonimowością do tej pory wywołują wiele kontrowersji.
Anonimowe awatary
Wynalezienie komputera osobistego, zaopatrzonego w dostęp do sieci (lata 80. XX wieku) oraz stron WWW (1989 rok) radykalnie przyspieszyło komunikację i zmniejszyło dystans między ludźmi. Pierwsi internauci byli pionierami nowej formy komunikacji. W sieci zaczęły reprezentować nas awatary. Używanie awatarów (pod wymyślonym nickiem, czyli internetowym pseudonimem) do komunikacji w Internecie pozwalało zachować anonimowość.Psycholog Jacek Wezgraj, który od wczesnych lat 90. korzysta z Internetu, pisze: – Praktycznie od samego początku używałem nicka. Dlatego, że tak robili wszyscy, to był po prostu obyczaj. Na IRC-u (prototyp dzisiejszych komunikatorów), na którym wtedy spędzałem najwięcej czasu, każdy musiał mieć taki czy inny nick. Prawdziwej tożsamości używało się wtedy jedynie w e-mailowej korespondencji. Na początku w Internecie przeważała komunikacja tekstowa: – Kiedyś używałam głównie e-maila, IRC-a czy grupy dyskusyjnej, dopiero później doszły wyszukiwarki, głównie Yahoo i Onet – mówi Anna Watza (PR Manager, Planet PR). Jak się okazuje, większość takich „wczesnointernetowych” kontaktów odbywała się z zupełnie obcymi ludźmi: – Zdecydowana większość kontaktów była z wirtualnymi osobami – mówi Beata Maziewska (Marketing Manager w firmie informatycznej). – Głównie dlatego, że realni znajomi Internetu wówczas nie mieli. Dlatego ukrywanie się pod pseudonimami było najrozsądniejszym wyjściem, ujawnianie swoich danych nieznajomym uważano za niebezpieczne.
Anonimowość to mit
Ochrona anonimowości stała się od tamtej pory jednym z mitów Internetu. Zaczęto uważać sieć za rodzaj anarchistycznej tuby, gdzie wolność jest nieograniczona, a pod pseudonimem jest się anonimowym i można robić, co się chce. Jednak w sieci nikt nie jest do końca anonimowy. Każdy komputer posiada swój niepowtarzalny adres – numer IP, dzięki któremu łatwo nas namierzyć. Metody takie wykorzystuje na przykład policja czy służby specjalne. Miejscem, gdzie często nadużywa się anonimowości, są fora internetowe. Roi się tam od wypowiedzi i ocen, których nikt nie odważyłby się powiedzieć prosto w twarz. Internauci, skryci za nickiem, dają upust swojej agresji i chamstwu, bo tak po prostu łatwiej. Jak pisze badaczka społeczności internetowych Marta Klimowicz (socin.blox.pl): „Wielu osobom łatwiej próbować obrazić rozmówcę, gdy oddziela ich ułuda anonimowości. To jednak nie zmienia faktu, że to nie Internet jest winien czyichś kompleksów, frustracji czy nieciekawego życia. Internet jest dokładnie taki, jak korzystający z niego ludzie”.Kwestia anonimowości wywołała w 2009 roku poważny spór. Wszystko za sprawą reporterów Dziennika („Wiemy, kim jest Kataryna”, Dziennik, 21.05.2009). Opublikowali oni dane pozwalające zidentyfikować znaną blogerkę Katarynę (kataryna.blox.pl), która wyraźnie sobie tego nie życzyła. Spierano się o to, czy blogerzy mogą anonimowo komentować życie publiczne, skoro dziennikarze muszą podpisywać się własnym nazwiskiem i odpowiadają za każde słowo. Jest to sprawa dyskusyjna, ale, jak udowodniono Katarynie, nikt nie może czuć się do końca anonimowy, szczególnie, jeśli wzbudzi znaczne zainteresowanie.
Chamstwo zrodzone z anonimowości
Następna afera wybuchła z siatkarką Dorotą Świeniewicz. Zawodniczka miała zrezygnować z reprezentacyjnej kariery po brutalnych atakach słownych ze strony anonimowych internautów. W obronie mistrzyni Europy stanął oburzony Jacek Żakowski („Chamstwo hula w Internecie”, Gazeta Wyborcza, 10.08.2009): „Przepraszam Dorotę Świeniewicz za chamstwo, na którego bezkarne ataki naraził ją świat mediów. Bo czuję się jego częścią. Rozumiem, że wielka siatkarka (…) nie ma ochoty reprezentować kraju, w którym naturalne stało się lżenie jej w internetowej przestrzeni (…). Jedną z przyczyn takiego zalewu chamstwa w Internecie jest anonimowość internautów oraz brak należytej moderacji, co leży w gestii właścicieli forów. (…) W Internecie jakoś się utarło, że nikt nie odpowiada za wpisy pod tekstami. Na większości portali każdy może napisać, co chce. (…). Zwykle żaden redaktor nie czyta postów przed ich zamieszczeniem, chociaż taka kontrola jest technicznie łatwiejsza niż w radiu czy telewizji”.Na zarzuty niezwłocznie odpowiedzieli Michał Olszewski z Blox.pl i Paweł Wujec z Gazeta.pl, którzy w branży internetowej pracują od lat („Cenzura nie łagodzi obyczajów w Internecie”, Gazeta Wyborcza, 10.08.2009): „W tekście Żakowskiego pobrzmiewa niestety tęsknota za czasami, kiedy to jakaś grupa redaktorów i wydawców decydowała o tym, co można wydrukować, wyemitować i zamieścić. (…) Chamstwo to jeden z elementów rachunku za Internet (nie największy zresztą – znacznie poważniejszym zagrożeniem jest, na przykład, utrata prywatności). Recepty, które proponuje Żakowski, są znacznie bardziej szkodliwe niż choroba, którą rzekomo chce zaleczyć”.
Nie dajmy się zwariować
Sieć tworzymy my, czyli ja, ty i miliardy ludzi na całym świecie. W kraju takim jak Polska, gdzie mamy wolność słowa i w miarę stabilną demokrację, anonimowość w sieci to mit. Cytując wspomnianą wcześniej Martę Klimowicz: „Internet jest rzeczywisty. Komunikacja za pośrednictwem Internetu jest rzeczywista. Nie tworzy się tu żadne drugie życie, nie ma co szukać sensacji”. Jak wynika z naszej ankiety wśród internautów z dużym stażem, anonimowość to pozostałość z czasów, kiedy Internet był zbiorowością obcych sobie ludzi. Sieć to nie jakaś odrębna, wirtualna przestrzeń. Powinniśmy uważać tam na słowa tak, jakby były wypowiedziane przy ruchliwej ulicy w środku dnia, a nie w ciemnym zaułku, w dodatku z maską na twarzy.
Tomasz Czajkowski